Poszukujemy redaktora!
Masz umiejętności pisarskie? Jesteś fanem serialu? Zostań redaktorem!
Poszukujemy redaktora który będzie pisał co jakiś czas newsy ze świata serialu. Informacje można czerpać z wielu amerykańskich serwisów, i między innymi oficjalnego bloga Breaking Bad.
Jesteś chętny? Pisz: GG 5569666 mail: modsgta@gmail.com
Pozdrawiam
Tam, gdzie rosną konwalie
To jest już koniec czwartej serii Breaking Bad. I nie ma już nic, jak śpiewał kiedyś popularny polski zespół. Teraz czeka nas wielomiesięczny detoks, bo premiera piątego sezonu przewidziana jest dopiero na połowę przyszłego roku. I może dlatego Vince Gilligan zdecydował się czysto i elegancko zamknąć nie tylko tę serię, ale co najmniej dwie poprzednie, uchylając zaledwie drzwi wyobraźni do ostatniej, przyszłorocznej edycji.
W ostatnich odcinkach ulubionym środkiem autorów Breaking Bad stała się retardacja, czyli opóźnienie akcji. I nie chodzi tu o przysłowiowe dłużyzny, bo na te w zasadzie w tym serialu miejsca nie ma, co o odsuwanie w czasie ostatecznego rozwiązania na rzecz powrotów i nowych nieoczekiwanych sojuszy. Finał w pełni oddaje logikę przyjętej taktyki.
Zgodnie z oczekiwaniami do gry powraca Heisenberg. Dzięki pomocy DEA udaje mu się zabezpieczyć najbliższych, a sam z wyczekującej śmierci zdobyczy staje się myśliwym, który ma do dyspozycji cały zestaw doświadczonego chemika. Wszak najlepszą obroną jest atak. Zatrucie dziecka jednoczy go z zaślepionym bólem Jesse’m (scena pojednania!), który w zasadzie jest już tylko narzędziem przechodzącym z rąk do rąk dwóch ścigających się drapieżników.
Gustavo Fring, choć silniejszy, traci czujność. Osaczony coraz ciaśniejszym kręgiem podejrzeń Hanka i jego kolegów z DEA, daje się ponieść emocjom i zwieść chęci odwetu na niemym starcu Salamance. Z pomocą Heisneberga śliniący się inwalida staje się żywą pułapką i kilkoma dźwiękami dzwonka zamienia Gusa w ludzką wersję terminatora. To porażające oblicze Fringa jest jego ostatnim. I jednocześnie najbardziej prawdziwym.
Jest tylko jeden niekwestionowany zwycięzca tej gry. Jeździ białym compactem i hoduje konwalie.
Próg wyjścia
O tym, że Gustavo Fring zdolny jest do starannie wykalkulowanych i zarazem zaskakujących działań widzowie Breaking Bad przekonali się wielokrotnie. Nie zawodzi i tym razem, gdy staje się nie tylko organizatorem, ale głównym przedmiotem akcji ratowniczej, przy której stary poczciwy ostry dyżur to bezkrwawa bajka dla trzylatków.
O tym, że jest uosobieniem zła w jego skrajnie wyrafinowanej postaci przekonuje sposób, w jaki eliminuje swoich największych wrogów – często odbierając im nie tyle życie, co jego sens. I to nie za pomocą kul czy ostrza, lecz słów. Wszak groźba zabicia żony, syna i maleńkiej córki rani świadomość Walta mocniej niż pieszczota prądem, zadaje mu też więcej cierpienia niż wyrok wykonany na pustyni. Równie skuteczną torturą jest informacja o śmierci ostatniego potomka rodu, pozbawiająca niemego Hectora jakiejkolwiek więzi i nadziei, poza bezsilną śmiercią wśród zniedołężniałych starców.
W zasadzie ten odcinek najprawdopodobniej przedostatniej już serii Breaking Bad, w przewrotnie śmieszno–straszny sposób koncentruje się na drogach wyjścia, ucieczki i odwrotu. Dość powiedzieć, że moralnie słuszny Ted Beneke zakwalifikuje się do ścisłej czołówki nagrody Darwina, a bogaty jak nigdy przedtem Walt okaże się w zasadzie niezdolny do ocalenia rodziny. W pełnej świadomości poniesionej klęski, z szalonym śmiechem na ustach, ostatnią bronią hardych acz bezsilnych, jest już wewnętrznie martwy.
Czy trafi w próżnię nowej tożsamości? Czy z popiołów strachu powstanie Heisenberg?
Odpowiedź już za kilka dni.
Salud!
Panie i Panowie, za nami bodaj najlepszy odcinek w tej serii! O przekraczaniu własnych granic, męskich słabościach i zapowiadanej zemście, która może okazać się wyzwalającą trucizną. W palącym słońcem Meksyku jest naprawdę gorąco. Ale po kolei.
Jesse staje na wysokości powierzonego mu zadania w sposób, który budzi uznanie jego mocodawców, jednak nie do końca zaspokaja jego rozbudzone ambicje.
Wykończony Walt nieoczekiwanie pęka na oczach nastoletniego Juniora i słaby niczym dziecko głośno przyznaje się do winy. Odzyskawszy siły, za wszelką cenę będzie chciał zatrzeć ten moment w świadomości syna. Wie, że jako Heisenberg nie może sobie pozwolić na słabość, zbyt bliskie i bolesne jest też jej wspomnienie. Ale właśnie ta chwilowa niemoc, jak trafnie zauważa Walter Junior, na co dzień przezwyciężający ograniczenia fizycznego kalectwa, jest przejawem prawdziwego JA Pana White. Tyle, że teraz kłóci się ono z jego obecnym profilem zawodowym. Cóż, praca zmienia nas bardziej niż nam się wydaje.
Co ciekawe, w tym odcinku wachlarz słabości jest wyjątkowo barwny – od ludzkiej skruchy Walta przez zamiłowanie do luksusowych samochodów Teda Beneke do narcystycznych zachowań Saula, ulubionej serialowej papugi.
I wreszcie Gus. We właściwy sobie elegancki i perfekcyjny sposób nie dopuszcza do utraty kolejnego cennego biznesowego partnera i powtórki z przeszłości. Jednocześnie ryzykując własne życie dokonuje prywatnej pomsty na Don Elario i eliminuje kartelową konkurencję. W tym miejscu Breaking Bad ma w sobie coś z klasycznej tragedii i nie chodzi tylko o dionizyjską ucztę. Jest to mistrzowskie rozegranie akcji, rozwiązanie na miarę filmów kultowych (na myśl przychodzi koreański Oldboy), szczyty telewizyjnego scenopisarstwa.
Proszę Państwa, a must see!








Ostatnie komentarze